Projektant mody. Pasja czy profesja?
maj 5th, 2010
Nauczyciele starej daty mają coraz więcej powodów do zdziwienia, gdy zaczynają się rozmowy o wyborze zawodu. Średnio co piąty uczeń deklaruje chęć zostania projektantem mody. Jeszcze kilka lat temu ubieranie innych było przede wszystkim marzeniem dziewcząt. Teraz konkurują z nimi chłopcy. Jeden z nich, zapytany przez doradcę zawodowego, skąd taki pomysł, odpowiedział moda to moja pasja, a w ogóle to lepiej robić w twórczości niż wytwórczości. Przyciśnięty do muru, nie umiał wskazać różnicy między showbiznesem a showroomem, jednak oba pojęcia kojarzyły mu się z rozrywką, a więc miło.
Przekonanie o tym, iż projektant to zajęcie lekkie, łatwe i przyjemne, utrwalają przekazy medialne, chętnie obsadzające uznanych kreatorów w rolach celebrytów, udzielających wywiadów w scenerii czerwonych dywanów i białych kanap. Oglądając migawki z pokazów, słuchając minoderyjnych opowieści o pasji ubierania lalek od niemowlęctwa, łatwo uwierzyć w to, że życie projektanta mody to rewie, bankiety i szum pawich piór. Co prawda, od czasu do czasu dociera do nas informacja, że jakiś mistrz „koloru i kroju” trafił na odwyk, przedawkował lub popełnił samobójstwo na tydzień przed pokazem, ale kandydaci na kreatorów za mało jeszcze wiedzą, by wiązać to ze stresem, z ucieczką przed presją zadziwiania świata co sezon.
Jeśli młody człowiek pragnie zostać kreatorem, to ani nauczyciel, ani rodzic nie ośmieli się być hamulcowym jego marzeń. Zwłaszcza że, aby zostać studentem jednej z licznych szkół sprzedającej marzenia i utwierdzającej słuchaczy w przekonaniu, iż do tworzenia mody wystarcza pasja, nie trzeba mieć talentu. Trzeba natomiast mieć pieniądze na czesne. I tak, co roku na rynek pracy trafia kilkuset pasjonatów, choć niekoniecznie zawodowców. Na stronach internetowych sami siebie kreują na kreatorów, stylistów i artystów. Pół biedy, jeśli ograniczą się do wymyślania artystycznych wizytówek. Gorzej, gdy najdzie ich chęć realizowania się w zawodzie projektanta w firmie odzieżowej. Z opowieści o tym, co przeżywają pracownicy wzorcowni, realizujący pomysły kreatora po przyspieszonej „akademii stylizacji”, można by stworzyć scenariusz serialu. I nie byłaby to komedia. Jednak winą za wzajemne rozczarowania − bo projektanci też mają swoje opowieści i anegdoty o właścicielach firm − nie można obarczać młodych ludzi. Raczej powszechny brak wiedzy o tym, czym jest zawód projektanta. Zwłaszcza przy obecnym systemie tworzenia mody, gdzie łatwiej jest zostać, z dyplomem artysty w ręku, zaopatrzeniowcem odzieżowej sieci niż następcą Diora.
Ci, którzy żyją z pomysłów na ubieranie innych, twierdzą, że jest to jedno z najbardziej fascynujących zajęć. Pod paroma warunkami. Pierwszym jest talent, czyli zbiór cech, emocji, reakcji, których nie można się nauczyć jak tabliczki mnożenia. Bycie artystą to sposób interpretowania rzeczywistości, który można doskonalić, ale którego nie da się zaaplikować, ani wszyć w świadomość. Kolejny warunek to pewien rodzaj bezczelności, wyzbycie się poczucia obciachu, przy jednoczesnej umiejętności akwizycji własnego talentu.
Pierwsze słowa, jakie słyszy kandydat na projektanta w firmie, podejmując rozmowę o pracy, to pytanie o pomysł na hit, przy milczeniu o umowie i stałym wynagrodzeniu. Tu kryje się tajemnica, dlaczego łatwiej do profesjonalizmu dochodzą pasjonaci mający zamożnych rodziców. Ale przecież i rodzina może w końcu stracić cierpliwość, nie mówiąc o zasobach. Niestety, większość programów tych szkół, które reklamują się jako kuźnie talentów, nie uczy zarabiania na własnych pomysłach. Choć utwierdza uczniów w przekonaniu, że kreatywność jest najważniejsza i tak uświęcona pasją, że niemal nie wypada mówić o pieniądzach. Jednak powinno się przynajmniej wspomnieć o konieczności dzielenia się pieniędzmi z innymi, z tymi którzy potrafią przerobić rysunek na konstrukcje ubrania. Albo – podkreślić obowiązek poznania samemu zasad konstrukcji. Dlatego dopóki w szkołach kształcących projektantów mody nie będzie zajęć z zarządzania własnym talentem, także – ćwiczeń z inżynierii mody, dopóty zawód „projektant mody” będzie kojarzony bardziej z pasją niż z profesją.
Hanna Gajos