O wypukłościach, wykluczeniu i kasie
luty 6th, 2012Najpierw deklaracja. Nie żyję z bogatych kobiet, do czego aspiruje coraz liczniejsze grono usługodawców. Nie ośmieliłabym się podpowiadać nikomu, jak ma żyć, co jeść, jak wychowywać dzieci, ani jak powinien wyglądać. Jestem z generacji, gdy tego typu sugestie uchodziły za, delikatnie mówiąc, nietaktowne, podobnie jak żarty z nazwiska. Dlatego też nie ośmielę się doradzać pani Marcie Grycan, by listę firmowych wypieków wzbogaciła o gryczanki, ciastka mojego dzieciństwa – z mąki gryczanej i miodu, które sepleniące maluchy nazywały, nomen omen, grycankami. Natomiast ośmielam się zasugerować, aby na fali zainteresowania modą XXL stworzyła fundusz wsparcia (fundację, stowarzyszenie?) dla młodych artystów-krawców ubierających także kobiety krągłe. Zasługi dla polskiej mody pewne, godne pomnika na solidnym postumencie, nie mówiąc o trwałej wdzięczności reprezentantek jednej trzeciej populacji.
Dlaczego unikam nazwy projektant, zastępując ją krawcem-artystą? Bo projektant to wytwór i dziedzictwo przemysłu mody, kiedy to unifikujący klientelę projekt stał się ważniejszy od człowieka, posiadacza unikalnego ciała. W tym miejscu zaczęło się wykluczenie kobiet krągłych. Aby przywrócić je modzie, a im modę, trzeba odtworzyć sposób pracy dawnego krawca-artysty. I tu jest miejsce niemal na ruch społeczny…
Duże rozmiary z żurnali, wybiegów i salonów wyparło krawiectwo przemysłowe, ściślej terror ekonomii, wyróżniającej płaskie kroje, a więc także płaskie wsady. Przedtem tacy mistrzowie jak Worth, Poiret, a nawet jeszcze wczesna Chanel, a potem Dior chętnie ubierali kobiety hojnie wyposażone, także przez naturę, bo robili to za wyższe stawki – więcej tkaniny, pracy, większa powierzchnia do dekorowania, a to w każdej epoce sprzyja kreatywności. Dziś cena płaszcza XS i XXL jest identyczna, co w praktyce skazuje duże rozmiary na nieistnienie. Uzależnienie ceny ręcznika od powierzchni traktujemy jak oczywistość, ale w przypadku sukienki już niekoniecznie. Jeśli nie będzie zgody na to, że zwiększona powierzchnia doznań musi oznaczać wyższą cenę za ubranie, to o modzie XXL będziemy częściej dyskutować niż ją oglądać i nosić. A gdy już to uznamy, na pewno zwiększy się liczba zwolenników hasła Wdzięk nie ma obwodów (moje, ale już sprzedane).
Współczesne posiadaczki zwiększonej powierzchni doznań mają pecha, bo rozminęły się, nie tylko z wymogami ekonomii, ale także z kanonem estetycznym epoki. Cytując Wisławę Szymborską można teraz udowodnić wszystko, więc polecam na tę okoliczność wiersz „Kobiety Rubensa”. Fragment o chudzinach w sposób niedościgły potwierdza słuszność zdania o dziejowych pechach.
(…)Wygnanki stylu. Żebra przeliczone,
ptasia natura stóp i dłoni.
Na sterczących łopatkach próbują ulecieć.
Trzynasty wiek dałby im złote tło.
Dwudziesty – dałby ekran srebrny.
Ten siedemnasty nic dla płaskich nie ma.
Albowiem nawet niebo jest wypukłe,
wypukli aniołowie i wypukły bóg (…)
O godność wypukłości tu i teraz warto zawalczyć, odwracając pecha odpowiednim wsparciem. Ponieważ nie mam nadziei, że moja sugestia stworzenia funduszu wsparcia mody XXL dotrze do adresatki, pozostaje opcja: większe ubranie, wyższa cena.