Rafał Michalak – Trudne czasy szybka moda

rm.jpg

Trudne czasy sprzyjają przewartościowaniom i zmianom. Także w sposobie obiegu mody. O atutach tzw. szybkiej mody rozmawiamy z Rafałem Michalakiem –projektantem i menedżerem produktu.

PRZEMYSŁ MODY-INNOWACJE: Coraz częściej słyszymy opinie, że tradycyjny sposób produkowania i kontraktowania – producenci z rocznym wyprzedzeniem zamawiają tkaniny, handlowcy z półrocznym kolekcje, jest głównym powodem nietrafionej oferty, rosnących zapasów i niezadowolenia klientów?
RAFAŁ MICHALAK: Pewnie jest, ale skoro utrzymuje się tak długo, zapewne ma także zalety. Porządkuje rynek rytmem powtarzających się wydarzeń: targi tkanin, targi mody, sezonowe kontraktacje. Wszystko to daje złudzenie przewidywalności, pewności, funkcjonuje od lat…


PM-I: Jednak ostatnio wpływa przede wszystkim na rosnącą atrakcyjność outletów, które stały się liderami obrotów i kołem ratunkowym dla wielu firm. Problemem wszystkich są pełne magazyny, bo trendy zmieniają się w błyskawicznym tempie, bo pogoda bywa wrogiem mody. Trzeba być wróżką, żeby rok wcześniej przewidzieć popularność jakiegoś wzoru czy koloru, dlatego coraz więcej zwolenników i wśród producentów i handlowców zyskuje tzw. krótki obieg mody, nazywany też „szybką modą”, systemem pronto moda. Wiem, że kilka lat pracowałeś w takim systemie. Co jest główną zaletą „szybkiej mody”?
RM: Właśnie szybkość, skrócenie drogi od pomysłu do wieszaka w sklepie, nawet do tygodnia. To zaleta dla handlu i atrakcja dla klienta. Handel w tym systemie otrzymuje niemal same hity, a przynajmniej – maksymalnie aktualne pewniaki. Jeśli, powiedzmy, przebojem ostatniego miesiąca jest zielona sukienka z bufkami, to w ciągu tygodnia może trafić na witrynę i na wieszaki. To, że tak jest, gwarantuje organizacja pracy, kwalifikacje kadr i logistyka. Konieczne warunki po stronie producenta to elastyczny, mobilny projektant, silna, szybka wzorcownia i regały pełne tkanin, kupionych w dużych ilościach, na własne ryzyko. Na szczęście są to zwykle tkaniny tańsze, bo ich producenci – początek „krótkiego cyklu produkcji”, nie wydają pieniędzy na promocje, nie uczestniczą w targach, obsługują wyłącznie segment pronto moda, też błyskawicznie reagując na sygnały z rynku.


PM-I: Są to warunki do spełnienia, mamy mobilnych projektantów, mamy szybkie wzorcownie i szwalnie, znamy adresy dostawców tkanin, więc dlaczego firm pracujących w tym systemie jest tak mało?
RM: Dodam jeszcze jeden argument „za”. Firmy, które działają w ten sposób, bardzo dobrze prosperują, nie pracują „na magazyn”, czego przykładem jest ZARA. Jednak ZARA ma własne sklepy, działa w obiegu zamkniętym. Nasze firmy zwykle pracują z multibrandami, przyzwyczajonymi do klasycznego sposobu kontraktacji. Sklepów nie stać na pracownika do kontaktów z producentami, który co tydzień, w ustalonym dniu przyjeżdżałby do ich showroomów po nowości. Bo kolejnym ważnym ogniwem „szybkiej mody” musi być handel. Taki, który docenia krótszą drogę produktu do klienta, bo najzwyczajniej mniej ryzykuje, ma ofertę atrakcyjniejszą niż konkurencja, co tydzień bombarduje klienta nowościami. Musi to być handel, który zwiąże się z producentem i żyje życiem firmy.


PM-I: Ten tydzień „od pomysłu do wieszaka” jest realny? Może być dotrzymany w małych firmach?
RM: Zwłaszcza w małych, pod warunkiem, że projektant ma wpływ na wybór tkanin i ściśle współpracuje z menedżerem produktu, albo sam pełni tę funkcję. Skupienie w jednym ręku kilku kompetencji to też ważny element „krótkiej drogi”, która skróciła się jeszcze bardziej w dobie Internetu. Na przykład, w poniedziałek szyjemy model, we wtorek go fotografujemy, w środę umieszczamy na naszej stronie, a handlowcy dysponujący hasłem dostępu wiedzą, że to rutynowy termin oceniania nowości, w czwartek na podstawie tych opinii przystępujemy do produkcji, w poniedziałek ubranie wisi w sklepie.


PM-I: Czy znasz w Polsce dużo firm, które tak pracują?
RM: Nie, ale coraz więcej firm organizuje różne „międzykontraktacje”, np. mody wieczorowej, wakacyjnej. Jestem przekonany, że „szybka moda” to przyszłość, a dla małych, mobilnych firm z szybką wzorcownią i szwalnią ogromna szansa na przejście przez trudne lata suchą nogą. Wiele firm handlowych na świecie kontraktuje w ten sposób, że po postawieniu przy konkretnym modelu znaczka potwierdzającego zamówienie, ma za trzy dni model w sklepie. Nie jestem zwolennikiem kupowania ubrań przez Internet przez konsumentów, ale jako szybki kontakt między producentem a handlem Internet jest nieoceniony. Już staje się, chociaż na bardzo różnym poziomie, szkołą stylu dla konsumentów, niebawem musi stać się podstawowym narzędziem komunikowania między projektantami, producentami a handlowcami i ich klientami. Od ponad dziesięciu lat pracuję w zawodzie i obserwuję „staroświeckość” wiedzy, jaką tuż po szkole miałem na temat tworzenia kolekcji, obiegu informacji. Wszystko strasznie przyspieszyło…


PM-I: Zwłaszcza w ostatnich dwu latach, przypomnieliśmy sobie, że krótki obieg mody to wynalazek połowy „trudnych lat” siedemdziesiątych. Możemy się pocieszać, że nam jest łatwiej, mamy Internet. Dziękuję za rozmowę, i życzę powodzenia na krótszej drodze do klienta.


Rozmawiała Hanna Gajos


Skąd się wzięła szybka moda?
Wynalazcami „mody krótkiego obiegu” są przedsiębiorcy z paryskiej dzielnicy Sentier, która jest nazywana dzielnicą krawców. Po wojnie zamieszkali tu emigranci ze wszystkich stron świata, produkujący niedrogą konfekcję. Sprzedawali ją w okolicznych sklepikach, szybko zmieniając ofertę. Ich klientami byli ci, których nie stać było na kolekcje pret a porter, a którzy mieli potrzebę częstego odnawiania garderoby za niewielkie pieniądze. Krawcy z Sentier stali się zagrożeniem dla pret a porter, lekceważąco nazwani przez konkurentów tanimi plagiatorami. Zagrożenie i szansa na dobry interes sprzyja konsolidacji. W czasie kryzysu naftowego, w połowie lat 70., międzynarodowa społeczność z Sentier stworzyła system „szybkiej mody”, stając się poważną konkurencją dla przemysłowej produkcji pret a porter. Kooperując ze sobą, wytwórcy z Sentier podzielili się specjalnościami. Dzięki współpracy kilkuset przedsiębiorstw w latach 80. potrafili skrócić do miesiąca czas od zamówienia do realizacji; przedtem za czas rekordowy uważano kwartał. Było to możliwe dzięki skupieniu w jednej dzielnicy oferentów tkanin, dodatków, szwalni, hurtowników i pracowni projektowych, które tak naprawdę zajmowały się kopiowaniem. Ponieważ ten system okazał się niesłychanie atrakcyjny dla klientów, a szybka moda dawała szybkie zyski, krawcy-kopiści znaleźli naśladowców na całym świecie. Dziś wielkie sieci masowo i błyskawicznie kopiują kolekcje liderów, dbając o to, by w odpowiedniej proporcji zmodyfikować oryginał, unikając procesu o plagiat. Małe firmy przez cale lata stosowały mniej wyrafinowaną metodę podrabiania. Wystarczyło kupić markowe ubranie popruć je, zrobić szablony, stopniowanie, przeszycia i cieszyć się nadzieją na sukces. Ale w tym procederze nie mają szans prześcignięcia wielkich, a kopiowanie modeli z kolekcji wiodących sieciówek jest zaprzeczeniem szybkiego obiegu mody. Zwłaszcza, że klienci coraz częściej poszukują oryginalności, a te może zagwarantować tylko współpraca z dobrymi projektantami.

Pokaż wszystkie