Elżbieta Sankowska – Rzetelność ma wdzięk

ESankowska.jpg

O modzie, kobietach z charakterem i mężczyznach do ubrania rozmawiamy z Elżbietą Sankowską, prezesem WARMII S.A.
rozmawiamy z Elżbietą Sankowską, prezesem WARMII S.A.

RYNEK MODY: W tym roku WARMIA, kierowana przez Panią od 15 lat, wkracza w drugie półwiecze. Czy te pięćdziesiąt lat jest dla Pani, osoby dużo młodszej od firmy obciążeniem czy źródłem siły?
ELŻBIETA SANKOWSKA: Z tą dużą różnicą wieku to przesada. Ja i firma jesteśmy niemal równolatkami, no zgoda, jestem młodsza. Gdy w 1995 roku wygrałam konkurs na dyrektora WARMII, raczej skupiałam się na przyszłości, na tym, co i jak należy zrobić, by zapewnić państwowemu przedsiębiorstwu trwanie i rozwój w nowych warunkach gospodarki rynkowej. Świadomość, że kiedyś pracowało tu ponad 2 tysiące osób i że to nigdy nie wróci, może skłaniać do refleksji o przemijaniu i w tym sensie być obciążeniem, ale i dla mnie, i dla pracowników było to raczej zobowiązanie, wyzwanie, żeby dać sobie radę, zapewnić pracę jak największej liczbie osób…


RM: …i wobec ilu to się udało?
ES: W ostatnich latach liczba pracowników WARMII to 900-1000 osób. I to oni są tym źródłem siły, o które pytała Pani przed chwilą. Poprzednie jubileusze uświadamiały mi, jaką wartością dla wielu osób była praca, na przykład, przez 40 lat w naszej firmie. Praca traktowana nie jak „możliwość zatrudnienia”, ale jak związek na całe niemal życie. Czasem, jak żartują niektórzy, związek bardziej poukładany niż małżeństwo, bo z gwarancją wierności obu stron.


RM: WARMIA nie ma kłopotów z kadrami? Sposób, w jaki mówi Pani o pracownikach, wyjaśnia sens zasłyszanej opinii, że dyrektor Sankowska to jednoosobowe związki zawodowe.
ES: To porównanie traktuję jak komplement, rzeczywiście „zawsze i wszędzie” podkreślam, że największą siłą WARMII są ludzie. Kłopoty z kadrami, jakie ma cała branża, u nas paradoksalnie wynikają dodatkowo z wieku firmy. Jak wiadomo, mistrzostwo jest pochodną doświadczenia, a doświadczenie pochodną lat przepracowanych w zawodzie. Jestem przekonana, że WARMIA miałaby szanse na zwycięstwo w konkursie przedsiębiorstw o największej liczbie mistrzów z długim stażem. Przy czym chodzi nie tylko o staż, ale przede wszystkim o rodzaj i jakość kwalifikacji. O unikalne umiejętności, potwierdzone opiniami naszych klientów. Tych w kraju i tych zagranicą. Od blisko 30 lat współpracujemy z renomowanymi markami, które lokują u nas przerób. Nasi kontrahenci przy każdym zleceniu podkreślają, że mistrzostwo naszych pracowników jest unikatowe w Europie, podobnie jak perfekcja wykonania. Jednak im więcej lat ma firma, tym częściej żegna mistrzów odchodzących na emeryturę. Zaczyna brakować konstruktorów, technologów i doświadczonych krawcowych, są problemy ze szwaczkami, bo ich zawód przestał być ceniony z chwilą, gdy „obszywanie” siebie i rodziny straciło ekonomiczne uzasadnienie. Bywa, że właśnie z braku szwaczek jesteśmy zmuszeni do rezygnacji ze zlecenia, albo lokujemy je u podwykonawców. Oczywiście u takich, którzy gwarantują solidne wykonanie.


RM: To ostatnie zdanie zabrzmiało jak rozkaz. Czy ta zdobiąca Pani biurko statuetka w kształcie maczugi, trofeum w konkursie „Kobieta z charakterem” ma związek z tym generalskim tonem?
ES: Zapewne ma. WARMIA należy do firm nagradzanych często, hojnie i za różne osiągnięcia. Jednak najcenniejszy jest dla mnie certyfikat „Rzetelna Firma” 2009, a szczególnym sentymentem darzę właśnie tę maczugę.


RM: Za docenienie w „kobiecie z charakterem” zdecydowania i finezji, solidności i wdzięku, za osobisty charakter nagrody?
ES: Myślę, że także za docenienie tej wartości, jaką jest „kobiecość i charakter” całej załogi WARMII, której 88% stanowią kobiety. Kobiety z natury mają wpisane w charakter takie cechy, jak wola trwania, nastawienie na przyszłość, odpowiedzialność, solidność, zdrowy rozsądek. W czasie, gdy wiele firm popadało w tarapaty, traciło płynność finansową, nasza firma ani dnia nie zalegała z żadną płatnością. Stąd wspomniany wyżej certyfikat „Rzetelna firma”. Często przy różnych okazjach pytano mnie, jak Pani to robi? A że pytali przeważnie panowie, ja odpowiadałam, że rzetelnie i z wdziękiem. I dodawałam, że wiele wyjaśnia to, że pracuję głównie z kobietami.


RM: Zapewne o to, jak Pani sobie radzi, pytali także koledzy z branżowej organizacji unijnej, gdzie reprezentowała Pani polskich przedsiębiorców. Jak oni postrzegali „przedsiębiorstwo państwowe”, jakim do 31 grudnia 2009 była WARMIA?
ES: Jak twór egzotyczny. Byli przekonani, że jesteśmy utrzymywani przez państwo, próbowali zrozumieć nasz sposób funkcjonowania przez analogię ze znanymi im firmami chińskimi. Gdy do Unii przystąpiła Bułgaria i Rumunia, było mi trochę raźniej, bo tam państwowe zakłady odzieżowe funkcjonują do dziś.


RM: Czy komercjalizacja WARMII zmieni jej pozycję na rynku? Co te dwie litery – S.A., oznaczają od 1 stycznia 2010 dla Pani, pracowników, dla charakteru oferty?
ES: Teraz jesteśmy spółką Skarbu Państwa. To po prostu inna forma prawna , której funkcjonowanie reguluje Kodeks Spółek Handlowych. Dla mnie to zmiana nomenklatury – nie będę dyrektorem a prezesem, no i większa odpowiedzialność. Natomiast ani pracownicy, ani zleceniodawcy, ani klienci nie powinni odczuć zmiany kierowania firmą. Nie zmieni się ani asortyment, ani profil produkcji. Planujemy, że w dalszym ciągu 65% stanowić będą przeszycia dla kontrahentów zagranicznych, a 35% kolekcje własne. Filarami naszej kolekcji nadal będą płaszcze, zasadą – najwyższa jakość, a mottem – „Ubieramy w dobrym stylu”.


RM: W czasie poluzowania norm i kanonów WARMIA stawia na wartości sprawdzone: dobry gust i solidność. To awangarda marketingu, niedawno w reklamie usług bankowych przeczytałam, że solidność jest sexy…
ES: …bo jest, zawsze była, cokolwiek to znaczyłoby w różnych sferach życia. Tylko niektórzy o niej zapomnieli. Szybko jednak zostali przywołani do porządku przez konsumentów, dla których wytyczną podczas zakupów jest zdrowy rozsądek. Posłużę się przykładem z firmowego podwórka. Lansując wzorzec kobiety-dziewczynki, moda zamieniła płaszcze na płaszczyki. Małe, blisko ciała, bardziej dekoracyjne niż ocieplające. Klasyczny płaszcz z flauszu miał być odwieszony do lamusa i czekać na lepsze czasy. WARMIA potraktowała te prognozy jak sugestię, a nie bezwarunkowy nakaz. Do jesiennej kolekcji włączyliśmy pięć modeli klasycznych, wełnianych, długich płaszczy. I te sprzedały się najlepiej. Ponieważ taki płaszcz jest w naszym klimacie bazą, podstawowym okryciem w szafie każdej kobiety.


RM: Zwłaszcza, że w tym sezonie najskuteczniejszą stylistką okazała się sroga zima. A co WARMIA typuje na przebój wiosennej firmowej kolekcji?
ES: Zgodnie z modą WARMIA stawia na różnorodność form. Namawiając do dobrego stylu, oferuje nowoczesną, funkcjonalną klasykę w trzech liniach Exclusive, Classic Club i City Look. To nasz tradycyjny, firmowy podział, akcentujący kolejno: wyrafinowaną elegancję, stonowaną klasykę i casual. W wersjach dla Niej i dla Niego. Nasi klienci oczekują mody przystosowanej do ich sylwetek i stylu życia. Z roku na rok „odmładzamy” grupy adresatów naszych kolekcji, nie zapominając o różnych ułatwieniach w korzystaniu z mody. I tak w modzie damskiej są to linie, np. X, H, A, dostosowane do takich sylwetek, jakimi kobiety obdarzyła natura. Z kolei w kolekcji męskiej są to kolory, które łączą się „mimochodem” oraz linia wyszczuplająca sylwetkę. Płaszcze i kurtki indywidualizowane dyskretnymi, wypracowanymi detalami – to kolejna firmowa specjalność – mają gwarantować naszym klientom dobre samopoczucie. A pewność siebie, dobre samopoczucie zapewnia nie tylko forma, kolor czy linia, ale przede wszystkim komfort ubrania. A w tej dziedzinie WARMIA osiągnęła mistrzostwo, niezależnie od sezonu czy płci adresata kolekcji.


RM: Jednak przyzna Pani, że formułę „rzetelności z wdziękiem” chętniej i szybciej akceptują kobiety. Mężczyźni są bardziej zachowawczy, ostrożniejsi, najchętniej klonowaliby kurtki sprzed lat, zapominając często, że kupowali je na tamte sylwetki. Czy, ubierając mężczyzn od lat, WARMIA odnotowuje ostatnio ich większą otwartość na modę?
ES: Na pewno obserwujemy większą otwartość na modną wygodę i zwyżkujące zainteresowanie jakością. Bądźmy jednak dobrej myśli, doradcami i stylistkami swoich mężczyzn są przecież kobiety. Kobiety z charakterem i umiejętnościami perswazji. Jestem przekonana, że dzięki nim, także dzięki naszej ofercie, panowie też będą w coraz lepszym stylu.


RM: Gratuluję optymizmu, życząc kobiecie – i firmie – z charakterem powodzenia w realizacji celów i planów.


Rozmawiała: Hanna Gajos

Pokaż wszystkie